
A group of documentary film makers receive a mysterious call inviting them to a modern-day replica of serial killer H.H. Holmes ‘Murder Castle’. But on arrival they soon discover they’re being watched, and even manipulated, and suddenly there is much more at stake than just their ratings…
Modeled estimate, not a reported figure. How we estimate →
Media
About





Genres
Stats
All-time low is the lowest price we've recorded for this game since we started tracking it.
Languages: English*, French*, Italian*, German*, Spanish - Spain*, Korean, Portuguese - Brazil, Russian*, Simplified Chinese, Spanish - Latin America, Traditional Chinese*languages with full audio support
Engagement
Hours played at review time, across 68 reviews with recorded playtime.
Reviews
Themes across 68 recent reviews and how positive each mention is. A keyword signal, not full sentiment analysis.
positive critical· bar length = how often the theme comes up
Reviews
Worst Title of the Dark Picture Anthology After really enjoying House of Ashes and Little Hope our expectations where quite high. But the promising story-hook at the beginning that lets you absolutly down. The "Killer" has no personality and isn't scary in any way. The level design, espacially new introduced mecanics, are not contributing in any way to an interesting gameplay. A lot of skill checks in the late-game only result in either living or dying and most decisions seem to not affect the outcome. We played as a party of 4 people on my couch the whole evening through and all ended up being tired and bored.
Це настільки жахливо, що словами не передати. Ми з хлопцем проходили всі три частини, і там було всяке, але зробити настільки уйобищну гру це треба взагалі не мати поваги до гравців. Навіть перша частина на фоні цього калу виглядає золотом. ( Після 20 багів перестали рахувати )
Connie, el verdadero protagonista
I don't know why this game has a mixed rating, i had a blast. Is the writing corny and predicatble? Yes. Is the killer borderline magical in their invulnrability and ability to move faster than running people while walking? Also yes. Do the characters have all the survival instincts of pieces of bread in a duck pond? Once again yes. But that's the point. It's a tribute to classic age slasher movies like Friday the 13th and Halloween. If you keep that in mind going in it's heaps of fun. There were a few very minor graphical glitches and the facial animations at this point were still...lets say enthusatically trying to look human. The only real issue i had was a few times the camera seemed to rebel and wouldn't go where i wanted. I think in order my rankings of Supermassive games would be Until Dawn, The Quarry, House of Ashes, The Devil in Me, Man from Medan, Casting of Frank Stone and Little Hope. But theres a big gap between Devil and Medan and an even bigger gap between Stone and Hope. I haven't played the sci fi one yet but i'll get round to it at some point.
El que menos me ha gustado de todos. La construcción narrativa en general es muy pobre. El juego empieza muy bien, pero inexplicablemente tiene algunas escenas donde parece que quiere construir algo, seguido de escenas que están pegadas porque si para que pase algo donde desechan lo anterior y crean un contexto nuevo que se cierra ahí mismo. El ritmo no tiene mucho sentido, hay cosas que duran 5min y deberían durar 30min, y cosas que duran 30min y duran 5min. Huele a que varios equipos construyeron escenas y las pegaron. También en cada capítulo sufres stuttering el primer minuto y poco mientras carga shaders. Ponme un loading si hace falta, no me dejes jugar mientras carga estropeándome la experiencia. Solo recomendable si quieres terminar la colección, pero debe ser el peor de supermassive games a falta de jugar el Frank Stone únicamente
Bon jeu, en dessous des 3 autres à mon avis, mais reste acceptable. Pour y avoir jouer uniquement en solo, je ne peux pas juger le multijoueur et les bugs qui peuvent survenir. - Les personnages sont bien mieux écrit que Man of Medan par exemple, bonne alchimie entre eux, et à peu près naturel, ce n'est toujours pas parfait sur certain point mais il y'a de l'amélioration. - Le gameplay et les nouveautés, c'est très bien mais souvent sous exploité, la mécanique de cachette est visible au début et à la fin mais au milieu, rien. Dommage. Pareil pour l'utilisation des objets utilisable par personnages, utile pour les clés et les lampe, juste Mark qui utilise cette fonctionnalité le plus souvent. Le reste ne change pas, QTE, et les séquences keep calm (moins présente). - Les animations, comme chaque jeux Supermassive ils ne savent pas faire d'animation faciale, donc les personnages ont toujours les yeux qui partent dans des direction opposé à l'endroit où ils sont sensé regarder, ou leur bouche font des choses.. étonnantes. - L'histoire, fonctionnelle et originale et très intéressante, et enfin on n'à pas un plot twist qui gâchent tout le jeu ! - Temps de jeu, je pense avoir fait le jeu en une session de 7-8h en explorant le tout. Donc le jeu le plus long de la saison 1. - Performance, je m'attendais avec une configuration comme la mienne à lags énormement, mais avec quelque réglage au minimum, le jeu est plutôt fluide.
um jogo futil. nao agregou nada na minha vida, me deu sono, parece que tem bonecos de cera na minha tela, alem do mais, sao imbecis, nao pensam, cortes de cena horrivel, se fosse o meu vizinho fazendo o jogo, tinha uma dinamica melhor, espero que essa empresa pegue fogo, todos os personagens sao horriveis fora a beleza, que sao chorume um mais feio que o outro, parece que abriu a agenda woke e eles abriram a porta do inferna diretamente na minha tela, podre. lixo. mediocre. horrivel. horripilante. me deu sono. prefiro assistir a noruega golear o brasil do que assistir isso na minha tela.
SIMPLESMENTE INCRIVELL, ADORO JOGOS ASSIMMM, E ESSE CERTAMENTE É PARA QUEM GOSTA DE UM BOM SLASHER, VOCES VÃO PIRARR DE TÃO BOM QUE É
This game was so bad it made me write a review about it. List of variously stupid or infuriating things about this game: -Running around between quicktime events is easily 5 - 15 minutes. These parts add nothing to the game except make it feel longer than it its. Sadly this is the main reason I can't be bothered to replay this as these scenes are tooooooo long and way too boring - Teleporting bad guy. I swear. Either the bad guy does a mega sprint soon as the camera is not focusing on him or they simply teleport. There's so many scenes where this is the only explanation - Convoluted murderer background story that is way too clever for its own good. - Suicidal survivor group. A good chunk of the decisions made by majority of the cast are downright stupid. At some points I was kinda rooting for the killer as these people were clearly hoping to die. -Uninteresting bad guy. This guy was just so bland? Walks menancingly here, now there. He also does a menacing walk in the background at least 5 times, if not more. Was he just waiting for the people to pass to do his little walk by? Even if you like the Dark Pictures series. Don't bother with this one. Or if you absolutely must. Give it a couple years and wait for a sale and...even then I recommend skipping this one.
[b]Złego diabli nie biorą[/b] Zanim przedstawię fabułę The Devil in Me, postaram się określić, czym w ogóle jest. Otóż to czwarta część antologii, na którą składają się niezwiązane ze sobą historie, ukazujące się pod szyldem The Dark Pictures Anthology. Odpowiada za nie wspomniane Supermassive Games, które zyskało rozgłos dzięki Until Dawn (2015). Sukces związany z tym tytułem ciąży jego autorom do dziś, zarówno w sensie komercyjnym (żadna ich następna produkcja nie osiągnęła podobnego pułapu sprzedanych kopii), jak i twórczym: ukończywszy w ciągu siedmiu ostatnich lat tyleż samo gier wykonanych przez tego dewelopera, stwierdzam, że to właśnie UD pozostaje najlepszą w dorobku Anglików (choć The Quarry było bliskie dorównania jej). Za to śmiało mogę wskazać omawiane tu TDiM jako najlepszą odsłonę pierwszego sezonu antologii The Dark Pictures: produkcji mniejszych i zwięźlejszych od UD, z którym łączy je jednak przynależność gatunkowa. Jaka? Zależy, jak na to spojrzeć. W znaczeniu kinowym można by rzec, iż Supermassive Games specjalizuje się w filmowych, interaktywnych horrorach, ale mnie taka klasyfikacja nie do końca zadowala i przekonuje (bo przecież każda bez wyjątku gra-horror jest interaktywna). Bardziej akcentowałbym charakterystyczny dla tworów tego studia komponent gameplayowy, nakazujący drążyć głębiej. Wszak istnieje kilka typów gier reprezentujących gatunek opowieści z dreszczykiem, jak na przykład walking simulatory czy survival horrory; te klasyczne, jak i nowoczesne, zorientowane na akcję. Problem w tym, że ani jedna z tych nazw nie pasuje do TDiM, toteż zaproponuję własną. Skoro przygodówki Dontnod Entertainment czy Telltale Games definiuje się terminem „narracyjne”, to ja, dostrzegając podobieństwa w rozgrywce, analogicznie odniosę się do bohatera dzisiejszego bloga: a więc przyjmijmy, że to horror narracyjny. W dodatku – tu znowu odwołam się do kina – jest to także slasher. Wiecie: taki durnowaty podgatunek horroru z równie kretyńskimi postaciami, zachowującymi się w sytuacji zagrożenia totalnie irracjonalnie. I pozwólcie, że publicznie wyznam winę i się do czegoś przyznam: lubię je. To znaczy – lubię slashery. Mam do nich słabość. Oczywiście zdaję sobie sprawę z ich wątpliwej jakości i artystycznej wartości, ale zwykłem traktować je w kategorii swoistego guilty pleasure. Wiele razy zastanawiałem się, skąd wzięła się ta sympatia. Najsilniejszy sentyment zwykle rodzi się już w dzieciństwie, toteż tam upatruję jego źródeł. A że skłonności psychopatyczne nigdy się we mnie nie objawiły, to za winowajcę uznaję zamiłowanie do ładnych buzi. Konkretnie mam na myśli Jennifer Love Hewitt i pewien niezmiernie kiczowaty film z 1997 roku, będący dla mnie pierwszym w życiu slasherem. Scena początkowa gry zabiera gracza w przeszłość, tj. do Chicago 1893 roku. Młode małżeństwo przybywa do Wietrznego Miasta na pewną wystawę i cóż – wyprawa ta zdecydowanie nie będzie dla pary zakochanych miesiącem miodowym. Wyjątkowo pechowo wybierają oni miejsce tymczasowego zakwaterowania. Hotel, w którym się zatrzymują, okazuje się śmiertelną pułapką, a jego właściciel – zwyrodniałym sadystą. To niejaki Henry Howard Holmes. I tu ciekawostka: gość niestety faktycznie istniał. Uznawany jest za pierwszego seryjnego mordercę Ameryki, a ów hotel przeszedł do historii jako Zamek Śmierci, w którym życie straciło kilkadziesiąt (niektóre źródła podają liczbę 200) osób. Gdy jego okrutna działalność wyszła w końcu na jaw, nikczemnik został schwytany. Na procesie, wiedząc, że karą za zbrodnie będzie stryczek, ogłosił, iż to nie on odpowiada za swe czyny, a… diabeł; Holmes (w istocie to pseudonim, bo facet naprawdę nazywał się inaczej, ale ja tu jego personaliów przytaczać nie zamierzam. Imiona takich szubrawców powinny być bowiem zapomniane) według własnych zeznań miał zostać opętany przez szatana. Sąd, co niedziwne, nie dał wiary tym rewelacjom i skazał go na szubienicę. Wyrok wykonano. Wypełniono też ostatnią wolę przestępcy, a było nią zalanie trumny z jego ciałem betonem. Po to, by jego truchło nie stało się obiektem badań, czy może… aby nie powstał z grobu i nie zaczął z powrotem zabijać, czym zagroził po usłyszeniu wyroku? Po tym wstępie akcja gry przenosi się w czasy współczesne. Bohaterami są członkowie ekipy filmowej, tworzący serial o psychopatycznych mordercach. Tematem ich najnowszego, będącego w trakcie realizacji odcinka jest sam Henry H. Holmes. Ni stąd, ni zowąd dostają telefonicznie propozycję nie do odrzucenia: otóż pewien tajemniczy fascynat nazwiskiem Du’Met oferuje im możliwość odbycia sesji zdjęciowej w swojej położonej na wyspie posiadłości. Zbudowanej na wzór zamku Holmesa. Ten zagadkowy pasjonat zdaje się totalnie zafiksowany na punkcie dziewiętnastowiecznego zabójcy, posiadając – jak sam twierdzi – sporo rekwizytów z nim związanych. Dla borykającego się z problemami finansowymi zespołu produkcyjnego to prawdziwa okazja, której nie można przegapić. Skąd Du’Met wiedział o tematyce nadchodzącego epizodu, skoro ten nie został jeszcze ukończony i wyemitowany? Nie wiadomo. Czyżby działał w porozumieniu z kimś z ekipy? Nie odpowiem na to pytanie, sugerując za to, by każdy decydujący się na ogranie The Devil in Me przygotowany był na fabularne dziury, głupotki i absurdy; cechy charakterystyczne slasherów, wpisane w ten gatunek, bez których w ogóle by on nie istniał. Tak więc jeśli ktoś wspomina takie Until Dawn jako gniot, to niechaj wie, że tutaj pod względem logiczności scenariusza wcale nie jest lepiej. Z drugiej strony (nie) polecam takim osobom obejrzeć dostępną na HBO Max zeszłoroczną ekranizację tamtej gry; wtedy przekonają się, iż zawsze może być gorzej. Twórcy swoim zwyczajem ostrzegają, że każda decyzja gracza będzie mieć konsekwencje, i znowu twierdzenie to ma niewiele wspólnego z prawdą. Na ich miejscu, chcąc być fair, powiedziałbym, że nie każda, a tylko niektóre. Przyzwyczaiłem się do owej specyficznej (w dużej mierze złudnej) decyzyjności w grach Supermassive Games, co wcale nie znaczy, iż ją bezkrytycznie akceptuję. Znowu wybory podejmowane są na chybił trafił. Przykład? Sytuacje, gdy możemy albo uciekać, albo się ukryć. Przy czym o ile schowanie się będzie właściwym wyjściem w jednej sekwencji, to już niekoniecznie w drugiej. Gracz, decydując, co ma zrobić dana postać, w zasadzie dokonuje skoku w nieznane; zdaje się na ślepy los, kompletnie nie wiedząc, jaki będzie rezultat podjętego działania. W dodatku kolejny raz w grze od tego brytyjskiego studia odniosłem wrażenie, że jestem karany za poprawę relacji między bohaterami, co w konsekwencji doprowadziło do śmierci jednego z nich, i trochę już mnie to irytuje. A gdy po skończeniu TDiM obejrzałem sobie na YouTube alternatywne możliwości biegu wydarzeń, zdałem sobie sprawę, że scenarzyści gry, projektując momenty krytyczne dla poszczególnych postaci, byli dość niesprawiedliwi; niektóre mogą zginąć zdecydowanie częściej i łatwiej niż inne, będące pod swoistą ochroną narzędzia narracyjnego znanego jako plot armor. Wśród typowych i charakterystycznych dla tej serii zabiegów i rozwiązań znalazło się jednak miejsce także dla odrobiny nowości. Bohaterowie dysponują unikalnymi dla siebie przedmiotami, często służącymi jako źródło światła. Nareszcie potrafią też biegać, a nie tylko lekko przyśpieszać kroku, co czyni eksplorację szybszą i wygodniejszą. Ta zaś została usprawniona: kluczowe przejścia lub drzwi, po których przekroczeniu odpala się interaktywna scenka, a akcja rusza do przodu, są teraz wyraźnie oznaczone. Zwykle można więc w spokoju zbadać lokację bez obaw, że przegapi się jakąś informację czy znajdźkę. Pełna wersja tekstu dostępna jest na stronie impresjezgier.pl
Related
Related
Trends
Concurrent players on Steam, sampled daily since tracking started.
Momentum
Pace estimated from the game's recent review growth (our daily snapshots) at its own sales-per-review ratio — a momentum signal, not booked sales.
Engagement
DAU/MAU are modeled from peak concurrent players (≈×8 and ×28) — Steam publishes no active-user counts, so treat these as rough estimates, not reported figures.
Audience
Audience
Games most often reviewed by the same players — an audience-affinity signal from our review sample, not full ownership data.
Estimated from the language of this game's reviews — a proxy for where players are, not official Steam demographics.
Related
| Directive 8020 | $3M | 2.1K | 63% | $49.99 |
| The Dark Pictures Anthology: House of Ashes | $4M | 10.8K | 89% | $29.99 |
| The Dark Pictures Anthology: Little Hope | $2.6M | 10.6K | 74% | $19.99 |
| Through the Woods | $596.6K | 1.7K | 71% | $19.99 |
| Alone in the Dark Prologue | $0 | 1.6K | 76% | Free |
| SILENT HILL f | $21.9M | 28.1K | 80% | $34.99 |
Related
| The Final Station | $3.4M | 9.4K | 87% | $14.99 |
| 60 Seconds! | $3.4M | 10.5K | 85% | $8.99 |
| Castle Story | $3.4M | 10.6K | 65% | $9.99 |
| Immortals Fenyx Rising | $3.4M | 4.6K | 73% | $39.99 |
| Webbed | $3.3M | 13.8K | 98% | $9.99 |
| Occupy Mars: The Game | $3.4M | 3.1K | 70% | $29.99 |